2
Sie

Maciej Rzeźnik i Przemysław Mazur, którzy łączą w tym roku starty w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski oraz Rajdowych Mistrzostwach Europy, opowiadają w wywiadzie o przebiegu sezonu, nowych doświadczeniach oraz planach na przyszłość

Nie minęła jeszcze połowa sezonu, a Wy startujecie już trzecim samochodem, czy zdecydowaliście już, jakim autem chcecie jeździć w przyszłości?

Maciej Rzeźnik: To prawda, ale zmiany wynikają z tego, że chcemy spróbować różnych aut – i co ważne także wypożyczalnie. Nie jesteśmy związani kontraktem z żadnym producentem samochodów, dlatego mamy w tym względzie pewna swobodę. Myślę, że Skodę znam najlepiej, bo w końcu to w tym aucie przejeździłem cały zeszły sezon. Przygoda z Subaru Imprezą grupy N trwała krótko, bo tylko jeden rajd. To dobry samochód, ale czuje się zdecydowanie lepiej w agresywnych, A-grupowych rajdówkach. I nie chodzi tutaj tylko o przyjemność z jazdy, ale też pewność prowadzenia auta i dochodzenie do pewnych granic swoich i sprzętu. Uważam, że samochodem kategorii Super 2000 jestem to w stanie robić skuteczniej.

Trzeci z samochodów to Peugeot 207 Super 2000. Przejechaliśmy nim tylko Rajd Bułgarii, z Rajdu Karkonoskiego musieliśmy się wycofać z powodu błędu w konstrukcji mocowania dyferencjału. Świetne auto z dużym potencjałem i wsparciem fabryki w postaci udoskonalania części i poprawiania wyników. Wiążemy duże nadzieje z samochodem.

Przemysław Mazur: Przyznaję, że początek roku był dosyć ciekawy. Trudno było dokonać wyboru samochodu i zdecydować się na jedną, najlepszą opcję. Wiele mówiło się o potencjale samochodów klasy R4, ale jak widać do dzisiaj nie ma praktycznie dostępnych pełnych kitów i na weryfikacje ich prawdziwych osiągów przyjdzie nam jeszcze poczekać. Myślę, że zmiana auta może także rozwijać. Szybki kierowca powinien odnaleźć się w różnych samochodach i potrafić znaleźć odpowiednie konfiguracje zawieszenia w różnych warunkach. To bezcenne doświadczenie, które chcemy zdobywać, by niebawem móc je wykorzystywać coraz skuteczniej.

 W tym sezonie jeździcie jednak ze zmiennym szczęściem, co jest tego przyczyną?

M: Tak, to prawda. Nękały nas awarie i chcemy temu jakoś zaradzić. Liczymy na to, że współpraca z węgierską stajnią TRT przyniesie dobre rezultaty i nasza skuteczność w dojeżdżaniu do mety będzie stuprocentowa. Szczęścia czasami może czasami zabraknąć, ale to cały urok sportów motorowych i nie tylko. Trudności potrafią jednak budować charakter, a ich przezwyciężanie może tylko pomagać w przyszłości.

P: Zagraniczne rajdy wychodzą nam w tym sezonie całkiem nieźle, mniej szczęścia mieliśmy w Polsce. Zdobywamy doświadczenie i wiemy, że z występu na występ jesteśmy coraz skuteczniejsi. Myślę, że niebawem uda się to udowodnić dobrym rezultatem na mecie zawodów w Polsce. Pracujemy nad tym z całym zespołem i wierzymy, ze będzie dobrze.

Skąd wziął się pomysł na starty w mistrzostwach Europy równolegle z mistrzostwami Polski?

M: Nie jestem bardzo doświadczonym kierowcą, jeżeli chodzi o polskie rajdy i polskie trasy. Czasami mam wrażenie, że zawodnicy startujący to od kilku, czy kilkunastu lat znają niemal każdy kamień, cięcie i zdradliwe momenty, których ja muszę się uczyć często na własnych błędach. Wynika to z ich ogromnego doświadczenia, na którego zdobycie po prostu potrzebuję czasu. Mistrzostwa Europy to niesamowite, zróżnicowane trasy i także pierwsze dla nas występy. Powiedziałbym, że to takie rzucenie się na głęboką wodę, ale to krok przemyślany i mający przynieść pozytywne efekty. Starty w mistrzostwach Słowacji dały mi dużo, ale po kilku sezonach tam spędzonych też zauważyłem pewną rutynę; te same trasy, te same rozwiązania, często nawet notatki. To nie rozwija, dlatego zarzuciliśmy ten projekt i obecnie możemy się pochwalić dwoma ukończonymi rajdami w mistrzostwach Europy.

P: Dwie mety w dwóch startach to stuprocentowa skuteczność, więc nie jest źle. Rajd Chorwacji i Rajd Bułgarii poszły nam więcej niż dobrze. Na Chorwacji nie mieliśmy szans w walce z autami Super 2000, ale naszym Subaru wygrywaliśmy z pozostałymi załogami w grupie N i z czołowym włoskim zawodnikiem, jakim jest Andrea Dallavila. Znawcom sportów samochodowych nie trzeba go przedstawiać, a dla niewtajemniczonych powiem tylko, że to bardzo utytułowany i doświadczony kierowca. Włoski zawodnik, co oznacza, że świetnie czuje się na nawierzchniach asfaltowych. Był to dla Maćka pierwszy start profesjonalnie przygotowanym samochodem grupy N, a wyniki i rywalizacja z Andreą sprawiły nam ogromną radość.

Rajd Bułgarii to przede wszystkim długie odcinki specjalne, ogromne temperatury i różnice wzniesień. To był naprawdę trudny rajd i dużą sztuką było nawiązanie walki z lokalnymi kierowcami. Jeden dzień miał tyle kilometrów odcinków specjalnych ile cały rajd zaliczany do RSMP. Dodam, że zupełnie nowych dla mnie i dla Maćka odcinków. W Bułgarii osiągnęliśmy dobry wynik i byliśmy najszybsza polską załogą, co jest dla nas także bardzo ważne. Chcemy kontynuować starty w cyklu mistrzostw Europy, a początek wygląda całkiem obiecująco.

Czym różnią się mistrzostwa Europy od pozostałych cyklów?

P: Oprócz dużego stopnia trudności, zależnego oczywiście od kraju rozgrywania rajdu, to także dłuższe imprezy, na których trzeba umieć dobrze rozkładać swoje siły i możliwości samochodu. Odcinki specjalne są niesamowicie wymagające, ich długość (dochodząca do kilkudziesięciu kilometrów), zróżnicowanie i cały czas duża rywalizacja na zupełnie nowych terenach. Nie mamy dużego doświadczenia, ale jesteśmy głodni rywalizacji w takich właśnie rajdach.

W mistrzostwach Polski często mam wrażenie, że odcinki specjalne są bardziej sprinterskie i jakikolwiek błąd, jakakolwiek strata jest wręcz niemożliwa do odrobienia. Zauważcie, jakie różnice czasowe pomiędzy czołowymi zawodnikami są na mecie klasycznych prób. Uważam, że trudno już momentami pojechać szybciej, nie można dużo lepiej ustawić zawieszenia, a szansą na pewne przetasowania w klasyfikacji są zmienne warunki pogodowe. W normalnych warunkach trudno zabłysnąć załogom spoza czołówki, a jak wiemy takie momenty mocno ożywiają ten sport. Kochamy polskie rajdy, ale gdyby udało się wprowadzić nowe próby, a odcinki byłyby dłuższe zyskalibyśmy na tym wszyscy.

Regulamin Rajdowych Mistrzostw Europy jest także innowacyjny. Dzieli cały cykl niejako na dwie części. W końcowej klasyfikacji mogą znaleźć się tylko zawodnicy, którzy punktowali w dwóch częściach. Rajd Bułgarii zakończył pierwszą połowę zmagań i jeżeli ktoś jeszcze nie zdecydował się na start, nie znajdzie się już w punktacji sezonu, choćby osiągał niesamowite rezultaty w drugiej połowie roku.

Wraz ze zmianą auta pojawiło się także jego nowe malowanie..

M: Tak, mamy nadzieję, że przypadło ono do gustu naszym kibicom. Zmiana podyktowana była również współpracą z nowymi partnerami w tym sezonie. Od Rajdu Bułgarii rozpoczęliśmy współpracę z województwem Podkarpackim i będziemy je promować w kraju, a także poza granicami Polski. Bardzo cieszymy się z tego faktu. Jest to ważne szczególnie dla mnie, bo już od wielu lat startuję w rajdach różnej rangi, a teraz z prawdziwą dumą będę podkreślał fakt naszej współpracy z włodarzami województwa. W tym sezonie rozpoczęliśmy także współpracę z renomowaną firmą Millers Oils, która stała się naszym partnerem technicznym, co jest bardzo ważne dla naszego teamu. Co ciekawe ta firma jest także partnerem zespołu RMF Caroline Team w barwach którego startuje Adam Małysz, więc… także my liczymy na wysokie loty.

Jaki jest Wasz ulubiony rajd?

M: Im więcej startujemy, tym więcej różnych imprez udaje nam się poznać. Najbliżej serca pozostaje jednak Rajd Rzeszowski. Gdybym starał się być bardzo obiektywny w mojej ocenie, to i tak ta impreza mocno wyróżnia się na tle innych rajdów. W pewnym sensie uwiódł mnie swoimi także trasami rajd w Estonii (Nordea Voru Talveralli – przyp. red.). Bajeczne warunki pogodowe, wspaniali i otwarci ludzie. Świetnie nam się tam ścigało w tym roku i mam nadzieję na powrót tam w przyszłym sezonie.

P: Mój ulubiony rajd nie znajduje się w mieście, w którym mieszkam.. Sporo imprez udało mi się już przejechać z różnymi kierowcami i do wielu startów podchodzę podobnie. Wyzwaniem i spełnieniem marzeń są dla mnie mistrzostwa Europy, które cały czas poznaję. Na tę chwilę moim ulubionym rajdem jest ten, który ma świetna atmosferę, przyjaznych i kompetentnych organizatorów i taki, w którym podróżujemy z uśmiechem na ustach.

Skoro mówiliśmy o rajdzie, to może zdradzicie swoje ulubione samochody?

M: Mocne A-grupowe auto. Naprawdę dobrze się czuję w agresywnych i dzikich autach. Ideałem jest auto klasy WRC. Na Barbórce w Warszawie startowaliśmy Xsarą, a podczas charytatywnego KJS-u we Wrocławiu Skodą Fabią WRC. Świetne doświadczenie i mam nadzieję, że kiedyś uda nam się przejechać cały rajd takim autem.

P: Lubię samochody, w których sporo się dzieje i po prostu nie jest nudno, a niewątpliwie takim samochodem jest WRC. Szybkość samochodu i zgranie całej konstrukcji jest niesamowite. To duża przyjemność i sportowe wyzwanie, aby opanować taki samochód w dobry sposób.

Plany i marzenia na najbliższą przyszłość?

M: Chcemy dużo jeździć i być skuteczni. Myślę, że jeżeli ktoś porówna moja jazdę dzisiaj i czas sprzed dwóch, trzech lat zobaczy dużą różnicę. Chcę jeździć agresywnie, bezkompromisowo i widowiskowo. Wierzę, że i w taki sposób można osiągać dobre rezultaty, a dałem się poznać przez ostatnie lata, jako właśnie kierowca jeżdżący w taki sposób, a moje marzenia? Być w ścisłej polskiej czołówce na każdym rajdzie, na każdej nawierzchni i w każdych warunkach. Niecierpliwie czekam także na nasze szutrowe występy i oczywiście Rajd Rzeszowski.

P: Widowiskowa jazda kosztuje cenne sekundy, a Maciek z trudem odmawia sobie przejazdu bokiem niektórych zakrętów. W Bułgarii było także bardzo widowiskowo, a kibice podchodzili do nas na serwisie komplementując styl jazdy. Uważam, że uda się nam dojść do pewnego kompromisu i w odpowiednim czasie, jeżeli sytuacja będzie tego wymagać będziemy jeździć także na okrągło. Chciałbym, żebyśmy w ciągu dwóch, trzech lat stali się znaczącą załoga w Polsce, a w perspektywie czasu także w Europie.

Facebook

evanscoolants.pl